Rozmowa z terapeutami współpracującymi z A. E. Aleksyechikiem.

Wywiad z dr A. E. Aleksyechikiem oraz terapeutami współpracujacymi Andriusem Jancziauskasem, Donatasem Budrikasem, Gediminasem Tumenasem.

Intensywna Terapia Życiem.

Marijanas Visnevskis: Czym dla Ciebie jest model intensywnej terapii życiem? 

Gediminas Tumenas: Metoda intensywnej terapii wyróżnia się intensywnością życia, intensywnością przeróżnych czynności życiowych. Miesiąc zajęć i towarzyszących im przeżyć odpowiada kilku miesiącom normalnego, przeciętnego funkcjonowania.

Aleksander Aleksyechik: Innym ważnym aspektem jest podejście holistyczne do pacjenta. Staramy się widzieć, nie tylko chorobę, ale i zdrowe przejawy zachowań chorych. Większy nacisk  przykładamy do tych zdrowych przejawów, niż do choroby.

Andrius Jancziauskas: Są trzy ważne aspekty w naszej metodzie: społeczność/zespół, czynności/działanie prowadzone na oddziale, duchowość.

  • Społeczność. Gdy pacjent trafia do oddziału to zaczyna tworzyć stosunki z innymi, powstają relacje. Choroba zaczyna być wyrażana, ale nie w słowach, ujawnia się w zachowaniach międzyludzkich.
  • Działanie. Choroba nie jest ukrywana za odosobnieniem, lekami, nie rozmawia się o niej, ona się manifestuje w czynach. Pokazanie jej jest dużo bardziej efektywne. W ten sposób chory może sam się leczyć, odnaleźć swoją zdrową stronę.
  • Duchowość jest tu generalną wartością. Przeważnie okazuje się, że wszystkie problemy wynikają z zaburzeń tej sfery. Widzenie człowieka „oczami Pana Boga”, to przyjmowanie człowieka w całości. I tak staramy się podchodzić do pacjentów na naszym oddziale.

Aleksander Aleksyechik (z uśmiechem): Bardzo dobrze powiedziane. Ale z realizacją tego zadania, to już zupełnie inna historia i bardzo długa droga. Ale tak, to bardzo dobrze powiedziane…

Andrius Jancziauskas: Dla mnie praca w oddziale dr Aleksyechika jest „prezentem”. Dr Aleksyechik umie zadbać, by mimo różnych zawirowań i dążeń do zamknięcia jego oddziału przekonać władze szpitala do jego dalszego utrzymywania.

Sam oddział jest bardzo znany na Litwie i zagranicami. To przyczynia się do prestiżu całego Szpitala. Dzięki corocznej konferencji prowadzonej od 40 lat i zapraszaniu różnych specjalistów ja, jak i personel oddziału rozwijamy się, ponieważ poznajemy nowe trendy i metody w pracy z chorymi. Ale chyba co ważniejsze, nowe znajomości rozwijają nie tylko nasze kwalifikacje zawodowe, ale również naszą osobowość.

Dzięki kontaktom z zapraszanymi specjalistami, którzy podczas pobytu czynnie uczestniczą w pracy zespołu, nie wkrada się w pracę monotonia. Czuć energię, życie i Opatrzność w działaniach podejmowanych na oddziale.

Tutaj dodam, że w trakcie tego wywiadu mam poczucie bliskości z Joanną [Czarnecką – przyp. tłum.], z propagowanym przez nią nurtem prowokatywnym, ale też innymi nurtami. To dla mnie jest bardzo ważne, że na oddziale mam możliwość poznawania tej różnorodności.

Czasem ścieramy się na oddziale. Mój bardziej nowoczesny światopogląd na człowieczeństwo [tzw. liberalizm nowej szkoły terapeutycznej – przyp. tłum.] z konserwatywnym podejściem dr Aleksyechika. Widać to w dyskusjach podczas codziennych zebrań zespołu.

Dobrym przykładem jest spór o podejście do homoseksualizmu i pracy z pacjentami o różnych orientacjach seksualnych. Nowa szkoła terapeutyczna, młodzi terapeuci uznają, że homoseksualizm jest częścią człowieczeństwa, że związek dwóch homoseksualnych osób ma taką samą wagę, co związek heteronormatywny.

Dr Alekseychik ma inne podejście, ale właśnie te różnice (różnorodność) światopoglądów dają nam możliwości jako zespołowi na sali terapeutycznej.

Aleksander Aleksyechik: Sam temat homoseksualizmu jest mi dobrze znany. Studiowałem go dokładnie, ponieważ miałem takich pacjentów. Traktuję homoseksualizm jako etap rozwojowy człowieka. Sam fakt homoseksualizmu nie jest punktem centralnym pracy i nie można się na nim „fiksować”. Ważny jest całościowy wzrost człowieka. Człowiek byłby bardzo niedoskonały, gdyby pozostawał na tym etapie i nie przeszedł do dalszego, czyli założenia rodziny, zostania ojcem…

Andrius Jancziauskas: Ale dzisiaj nauka już rozstrzygnęła kwestię tego, czy osoba homoseksualna może zostać ojcem…

Aleksander Aleksyechik: Uważam, jednak, że zupełnie czym innym jest zostanie ojcem w naturalny sposób, niż sztuczny…

Doświadczenia w pracy z osobami homoseksualnymi wyrobiły we mnie dużą wrażliwość i intuicję w rozpoznawaniu zachowań homoseksualnych. I za to jestem moim pacjentom wdzięczny. Dzięki nim potrafię rozpoznawać zachowania homoseksualne nawet na ulicy.

Andrius Jancziauskas: A czy nie ma doktor wrażenia, że jego poglądy stają się w tym obszarze coraz bardziej liberalne?

Aleksander Aleksyechik: Mam zrozumienie i akceptację dla osób homoseksualnych i to się nie zmienia. Podobnie jak mam zrozumienie do osób dotkniętych nieszczęściem i traumą. Na przykład osoby dotknięte wydarzeniami II wojny światowej wzbudzają we mnie żal…

(Żartuje) Mój żal i zrozumienie wzbudza również skonfliktowany ze mną dyrektor administracyjny. Trochę szkoda, że nie mogę prowadzić jego terapii… A z drugiej strony, chyba lepiej, że nie prowadzę.

Na sprawę homoseksualizmu można spojrzeć w wąskim lub szerokim zakresie. Można obdarzyć żalem i zrozumieniem taką osobę, ale czasem można też pokazać autentyczne emocje, takie jak złość, czy gniew, które przez tę autentyczność mają znaczenie terapeutyczne. Bycie sobą, bycie autentycznym, prawdziwe pokazywanie własnych emocji jest naturalne, ważne, i jest jedną z podstaw metody intensywnego oddziaływania na pacjenta.

Marijanas Visnevskis: Na czym polega efektywność intensywnej terapii życiem?

Aleksander Aleksyechik (do swoich współpracowników): Jak uważacie, w czym tkwi skuteczność tej metodyki w porównaniu z innymi np. arteterapią, hipnozą? Czy może jest wręcz odwrotnie i nie jest ona bardziej skuteczna niż inne metody?

Donatas Budrikas: Jednym z powodów efektywności metod pracy w oddziale prowadzony przez dr Aleksyechika jest dopasowywanie różnych stylów terapii uprawianych przez poszczególnych terapeutów (np. mojej atreterapii) i ich intensyfikacja pod kątem leczenia konkretnego pacjenta.

Na intensyfikację i wyrobienie odpowiedniej atmosfery sprzyjającej wyzdrowieniu składa się szereg różnych, codziennych czynności. Od 5 minutowej porannej rozmowy z każdym pacjentem podczas porannego obchodu, spotkań w grupach terapeutycznych i pracy w głównej grupie terapeutycznej prowadzonej przez dr Aleksyechika. Nagromadzenie różnych form oddziaływania na pacjenta odpowiadać ma aktywności życia w normalnych warunkach bytowych. Dzięki temu podejściu osiąga się rezultaty typowe dla innych dłuższych form rozwijających pacjenta (studia, szkolenia, treningi) w znacznie krótszym czasie.

W dużej mierze, wpływ na sukces praktyk stosowanych w oddziale ma sposób prowadzenia personelu. Doktor Aleksyechik potrafi zjednoczyć zespół i wyeksponować twórczo jego mocne strony. Tą drogą, zdolności, doświadczenie i geniusz załogi, niezależnie od indywidualnego wykształcenia, są optymalnie wykorzystywane w pracy z pacjentem. Zachowana jest hierarchia i relacje kierownik podwładny, niemniej w procesie leczenia nie ma to znaczenia. Ważne jest to, czyje metody są skuteczne.  Nie wiadomo, czy danego dnia rozmowa z siostrą oddziałową, czy młodym terapeutą, nie będzie bardziej skuteczna dla pacjenta od rozmowy z wysoko wykwalifikowanym lekarzem. Dlatego obok wysokich preferencji indywidualnych, jeszcze wyżej ceni się współdziałanie (synergię) w dążeniu do wyleczenia chorego.

Sukces metod stosowanych przez dra Aleksyechika ma też swoje źródło w obserwowaniu procesu leczenia i eliminowaniu z niego elementów zbędnych.

Aleksander Aleksyechik: Elementy te, przy uważnej obserwacji niemal same się eksponują. Tak dzieje się np. w przypadku leków, które dobierane są metodami statystycznymi. W trakcie terapii pacjenci „sami” decydują o ich doborze, informując o pozytywnych i negatywnych efektach zastosowania (senność, otępienie, brak emocji, kłopoty żołądkowe, poprawa nastroju, ect). Praktyka pokazuje, że większość pacjentów chciałaby zrezygnować z farmaceutyków. Gdy tak się dzieje, pacjent może wybrać (jeśli to możliwe), inne zastępcze formy wchodzące w intensywną terapię. W ten sposób chory aktywnie bierze udział w swoim własnym procesie zdrowienia (samouzdrawiania).

Donatas Budrikas: Mimo różnic indywidualnych w zespole dr Aleksyechik mistrzowsko łączy ludzi z ich umiejętnościami we wspólnym celu, którym jest zdrowie pacjenta. Jedność pracy zespołu jest podstawą intensyfikacji wszystkich działań oddziału.

Pewnie, gdybym próbował się zaprzyjaźnić z członkami zespołu byłoby to niemożliwe. Ale właśnie ta różnorodność i wspólny cel, jakim jest zdrowie pacjenta oraz kierownictwo dr Aleksyechika przyczyniają się do niezwykłości tej metody.

Donatas Budrikas (po chwili): Na oddziale „rodzą się piękni wspaniali ludzie”. Nie wiem, jak to się dzieje, ale takie procesy zachodzą. Prowadzę taką statystykę na swoje potrzeby, która pokazała, że jeżeli z różnych powodów nie są prowadzone żadne zajęcia, to wpływ samego oddziału jest leczący. Około 30% pacjentów ma lepsze wyniki nawet, jeżeli oni nie są poddawani szczególnym zabiegom terapeutycznym.

Na oddział, mówiąc metaforycznie, trafiają często ludzie „nieżywi” i oni w trakcie procesu leczenia „ożywają”.  W trakcie terapii odkrywają samych siebie, odkrywają swoje talenty. Prowadzę zajęcia z arteterapii i zdarzało się, że pacjent podczas terapii odkrywał swoje zdolności plastyczne, a później z wielkim zaangażowaniem pracował z innymi pacjentami, często przewyższajac mnie jako prowadzącego.

Zauważyłem też, że zmianom stanu zdrowia chorego odpowiadają zmiany w jego otoczeniu zewnętrznym. Dokonuje się pewna synchronizacja. Pozytywnej zmianie w postawie pacjenta towarzyszy pozytywna zmiana na zewnątrz (załatwiona zostaje trudna sprawa w sądzie, która spowodowała jego rozstrój i była powodem trafienia na oddział). W ten sposób można mówić o całościowym (holistycznym) zdrowieniu.

Aleksander Aleksyechik: Kieruję uwagę pacjentów na naturalność. Nie oczy są piękne, a spojrzenie. Nie usta są ładne, a ładnie jest być uśmiechniętym. Odmawiam kobietom używania kosmetyków do makijażu, za to proszę je o ćwiczenie uśmiechu.

Krótko mówiąc, dbamy o to, by ćwiczyć się w pięknym życiu, a nie w pięknym wyglądaniu.

Marijanas Visnevskis: Czego wymaga od Ciebie jako terapeuty stosowanie jej?  

Donatas Budrikas: W pracy metodą intensywną, najtrudniejsze jest przyjęcie chorego człowieka takim, jakim on jest – bez emocji, uprzedzeń i stereotypów. Aktywne wysłuchanie pacjenta, z empatią, miłością i cierpliwością jest najtrudniejszym elementem tej pracy.

Bardzo ważne, by pacjent czuł oparcie w terapeutach niezależnie od tego, w jakim jest stanie (agresywny, roszczeniowy, apatyczny, ect). Ma on wtedy poczucie, że zostaje przyjęty bezstronnie i nie zostanie odrzucony – takim, jakim w danym momencie się przejawia. Ogólnoludzkie cechy terapeutów (człowieczeństwo) są tu podstawą ich profesjonalizmu. Empatia, wyczucie tego, co powiedzieć, dobór technik i zorientowanie w sytuacji materialnej pacjentów (od finansów pacjentów zależy ich byt), wszystko to prowadzi do tego, by chory wziął  odpowiedzialność za własne życie.

Aleksander Aleksyechik: To personel, lekarze, terapeuci dostosowują się do chorego, a nie choroby do nich. Metoda pracy dobierana jest do osoby zaburzonej, a nie osoba do metody.

Marijanas Visnevskis: Jakie są główne zasady tej metody?

Aleksander Aleksyechik: Wśród wielu zasad, które są znane z innych nurtów czy metod, takich jak wprowadzenie w życiu pacjentów pewnych ram pobytu na oddziale, dyscypliny, czy też wprowadzenie pewnej miękkości w relacjach, jest jedna, która wyróżnia tę metodę.

Dajemy możliwość pacjentom na spotkanie się między sobą nie tylko w grupie terapeutycznej, ale również poza nią.

Zwłaszcza osobom, które są od siebie odmienne, np. osoba, która potrafi się złościć spotyka się na rozmowie przy kawie z osobą, która tej złości nie przejawia. W ten sposób te cechy, które są w niedoborze są wyrównywane w myśl przysłowia: Z kim przestajesz, takim się stajesz. Można mówić tu o mikro sytuacjach leczących. Stąd bardzo ważną częścią metody jest właśnie współpraca pacjentów między sobą pod pewną kontrolą terapeutów. Przypomina to coś na kształt nieformalnego, naturalnego treningu interpersonalnego. Tym też tłumaczymy szybki efekt metody oddziału w stosunku do innych praktyk.

Wywiad przeprowadził Marijanas Visnevskis.
Transkrypcję tekstu wykonali Tomasz Femiak i Katarzyna Sitkiewicz.

Provocare
Norbert Grzybek

602 717171
norbert@provocare.pl

ul. Szaserów 107a m3
04-335 Warszawa
NIP 5271316657

NR konta
IDEA Bank: 73195000012006631429470006

PROVOCARE

Provocare
Joanna Czarnecka

535 00 68 46
joanna@provocare.pl

ul. H. Brodatego 20/2
58-100 Świdnica
NIP 8842467027

NR konta
81 1090 2369 0000 0001 0310 4811

X