CO!? JA NIE DAM RADY!?

Czym różni się coaching prowokatywny od innych metod pracy coachingowej?

Metoda ta opiera się na trzech filarach: życzliwości, humorze i stawianiu wyzwań. Coach musi mieć pozytywne nastawienie do klienta, wierzyć w to, że ma on wszystkie potrzebne zasoby i siłę, żeby znaleźć rozwiązanie czy też zdecydować się na zmianę. Do tego podczas sesji pojawia się bardzo duża dawka humoru i śmiechu, które są niezbędne dla zrównoważenia wyzwań stawianych przez coacha. Bo założenie jest takie, że ludzie rozwijają się tylko wtedy, kiedy stają przed jakimś wyzwaniem. Tak jest przecież od początku naszego życia – pierwsze kroki, upadki, podnoszenie się i coraz skuteczniejsze podążanie dalej. Coach prowokuje klienta do wyjścia poza ramy swojego dotychczasowego zachowania, schematów działania, myślenia i odczuwania. Sesja to praca na emocjach, bo dopiero wzbudzone emocje mogą zmotywować do zmiany. A żeby to wszystko odbywało się w atmosferze zaufania, potrzeba humoru i życzliwości.

Czyli klient może się zezłościć na coacha albo na samego siebie…

Przede wszystkim na samego siebie. Kiedy sesja odbywa się w atmosferze życzliwości i humoru, klient czuje, że wszystko dzieje się dla jego dobra. Natomiast złość na samego siebie jest bardzo pomocna w procesie zmiany. Bo jeżeli od życzliwej mu osoby z przekornym uśmiechem słyszy na przykład: „Coś mi się wydaje, że ci się nie uda…”, budzi się w nim naturalny protest: „Co!? Ja nie dam rady!?”. I odnajduje w sobie siłę, by czegoś dokonać. A żeby to się udało, potrzebne jest uczucie rozbawienia, które dystansuje klienta do siebie samego, do problemów i sytuacji życiowej, w której się znajduje. Nagle przychodzi rozluźnienie i pojawiają się nowe emocje. Dzięki temu klient może spojrzeć na daną sprawę z innej perspektywy i znaleźć nowe rozwiązania.

Rozumiem, że siła przekazu to jego dwoistość – prowokowanie i pozytywne nastawienie…

Tak, kluczowy jest niewerbalny komunikat. W czasie sesji coach często podważa kompetencje klienta, powątpiewa, czy mu się uda, mnoży absurdalne trudności. Ale niewerbalny sygnał jest taki: „Jestem z tobą w tym na 100 proc., wierzę w ciebie”. Życzliwy humor osłabia powagę przekazu i ułatwia jego przyjęcie.

To jak wyjęcie z nas Krytyka Wewnętrznego, który przy bliższym przyjrzeniu okazuje się jednak przyjacielem…

To sposób, by wykorzystać jego energię dla naszego dobra, namówić go do przejścia na „jasną stronę mocy”. Rozbrajamy go śmiechem, a on pomaga nam się w pozytywny sposób zbuntować – znaleźć w sobie siłę i powiedzieć: „dam radę!”.

Czy tak samo działa to na kobiety i na mężczyzn?

Mechanizm przekory jest ogólnoludzki. Z reguły nie lubimy, gdy ktoś nam mówi, co mamy robić, albo że nam się nie uda. Coach wie, że klient jest silniejszy, niż mu się wydaje. Prowokowanie do wyjścia poza schemat daje możliwość wewnętrznego zbuntowania się i pójścia w dobrą zmianę lub w stronę akceptacji – tak czy inaczej rezultatem jest większa spójność w życiu i adekwatne do sytuacji zachowania. Kiedy coach w trakcie sesji nadmuchuje wnioski do granic absurdu i wyolbrzymia przekonania klienta – ten spuszcza powietrze z balona emocji i ma szansę inaczej podejść do sprawy.

Z jakim problemem można przyjść na taką sesję?

W zasadzie z każdym. Może to dotyczyć relacji prywatnej lub sfery zawodowej, różnych życiowych decyzji czy pragnienia zmiany. Często przychodzą do mnie ludzie, którzy chcą coś zmienić, ale nie mają odwagi lub nie wiedzą, jak to zrobić. Nie należy jednak stosować tej metody w sytuacjach traumatycznych, gdy rany są świeże i wciąż otwarte.

A jakiej prowokacji można się spodziewać?

Wyolbrzymiania sytuacji i problemów, podsuwania absurdalnych rozwiązań, przejaskrawiania doświadczeń i rzeczywistości klienta oraz wagi jego decyzji – lub odwrotnie: niedostrzegania trudności, pozornego niezrozumienia istoty rzeczy i bagatelizowania sukcesów. Klient musi zatem niejako „bronić” swojej wersji świata aż do momentu, w którym nabierze do niej dystansu i zacznie się inaczej czuć w danej sytuacji. Wtedy pojawi się nowe spojrzenie oraz inne opcje zachowania i działania.

Wystarczy jedna sesja?

Liczba sesji zależy od osoby i tematu. Klient z pomocą coacha określa cel spotkania i rozpoczynają pracę. Bez planu, ale ze świadomością, że wszystko, co się zdarzy przez najbliższą godzinę, dzieje się dla dobra klienta. Wszystko jest wielką improwizacją. Bo coach reaguje na to, co mówi i robi klient, ten zaś reaguje na zachowanie i słowa coacha. I razem idą ku rozwiązaniom…

Jesteś coachem i aktorem. To pomaga?

Coaching i teatr improwizowany, który uprawiam, bardzo się ze sobą łączą. Coaching to uważne reagowanie na drugiego człowieka, wspieranie i towarzyszenie mu w drodze do jego celu. Podobnie jest z improwizacją, gdzie we wspólnej energii i zaufaniu próbujemy coś stworzyć. W obu przypadkach jesteśmy „tu i teraz” i wykorzystujemy to, co się aktualnie pojawia. Potrzebny jest do tego dobry kontakt ze sobą, słuchanie i kreatywność.

Jak coaching prowokatywny korzysta z improwizacji?

Taka sesja to niezwykle dynamiczny proces, który się nieustannie zmienia. Nie pozwala coachowi tkwić w jakimkolwiek schemacie pracy. Coach wchodzi w różne role – często moduluje głos, gestykuluje, zmienia postawę ciała. Cały czas eksperymentuje, używając swoich kreatywnych zdolności. To niesłychanie angażująca praca.

Gdzieś można się tego nauczyć?

Tak, na przykład w Instytucie PROVOCARE, który współtworzę z przyjaciółmi. Ma on na celu rozwijanie, badanie i propagowanie tej metody. Oferujemy usługi coachingowe, organizujemy warsztaty oraz zapraszamy do Polski znanych trenerów z zagranicy.

Odbierz ProvoTime

PROVOCARE

Provocare - instytut komunikacji prowokatywnej

ul. Esej 21/22,
01-923 Warszawa
NIP 8842467027

NR konta
81 1090 2369 0000 0001 0310 4811