Hołd dla Franka Farrelly’ego i Terapii Prowokatywnej

Katsu! Ciemniak. Tuman! Osioł! Analfabeta!

Użyte w dosłownym znaczeniu, słowo to oznacza głupią albo niedouczoną osobę. Jednak w Zen często jest pochlebnym określeniem człowieka w pełni oświeconego, który dla tych, którzy “nie widzą”, 

wygląda na zwyczajną osobę, zupełnie nie związaną z Zen.

{Przytoczone wyrażenia Zen pochodzą z książki “The Zen Koan”; Isshu Mura & Ruth Fuller Sasaki, Harvest, 1965}

Franka Farrelly’ego jako terapeuty nie można dopasować do żadnej kategorii. W jego posiadaniu jest artyzm i moc, które przez lata mądrze wykorzystywał dla dobra innych. Nazywa to Terapią Prowokatywną, a jest ona wielowymiarowa. W najwyższym stopniu walidacyjna, prowadzona z pełną zrozumienia życzliwością, terapia ta prowadzi do wspólnego śmiechu i łez, ponieważ także całkowicie podważa fałszywe self (fałszywe ja) chorego. Wzmacnia i wspomaga szybkie zmiany. Przekształca bunt, opór, intuicję, paradoksalne polaryzacje i myślenie lateralne w zasady terapeutyczne, co wygląda na chaotyczne, pozbawione dyscypliny, bardzo realistyczne.

Frank jest dociekliwy, jak dziecko ciekawy ludzi, dokładnie ukrytych pod całunem wszechwiedzy. Zachowuje się jeszcze bardziej głupio niż największy głupiec. Jest w nim więcej z kapłana niż w większości księży, i więcej z drania niż w największym z łajdaków. Jest lekarzem prawdziwszym od wielu doktorów. Może być bardziej podobny do ciebie niż sam myślisz, że jesteś – zwłaszcza w tych sprawach, które ukrywasz przed innymi. Ci, którzy starają się go zdefiniować, wystawiają swój mózg na takie przeciążenie, które Frank skutecznie wyleczyłby humorem!

Jest autentycznie sobą; jedyny w swoim rodzaju, chociaż w tym niezwykłym człowieku jest tyle współczucia i zaangażowania w rzeczywiste leczenie, że wystarczy go, by utworzyć holograficzne bazy na wszystkich kontynentach. Najbardziej trafnie mogę opisać jego metaforyczny styl angażowania się w problem terapeutyczny przykładem wielkiego Mistrza sztuk walki u szczytu jego mocy.

Shori ni hokosaki o zo su.

Ukryć włócznię w uśmiechu.

W tej analogii Mistrz skumulował potężne siły wewnętrzne i był w stanie pokonać zwykłego przeciwnika bez potrzeby zadawania ciosu. Obserwuje cię bardzo uważnie, ale jest twoim lustrem. Nigdy nie daje się zaskoczyć. Ma świetne umiejętności, ale jest też przebiegły i sprytny, więc ani w jego ataku, ani w wycofaniu nie zauważysz, że nadchodzi decydujący cios; za późno zdasz sobie sprawę z tego, że cię przechytrzył i że ta walka nigdy nie była równa.

Co gorsza, jest też Mistrzem twojej ulubionej broni (albo techniki) i potrafi użyć jej przeciwko tobie z druzgocącym skutkiem. Jesteś pokonany – ale nie zniszczony. Podstaw w tej analogii problem terapeutyczny za przeciwnika, a alternatywne realia psychospołeczne za broń, a zaczniesz rozumieć, jak destrukcyjny wpływ na psychopatologię ma Frank Farrelly ze swoim humorem, poczuciem absurdu, surrealistycznym niezrozumieniem tego, jak rzeczy powinny wyglądać i swoim upartym zaprzeczaniem temu, że klasyfikacja DSM-4 koliduje z jego własną teorią: klienci są silni.

Dondo fuge.

Nie da się tego przełknąć; nie da się tego wypluć.

Równocześnie można zdać sobie sprawę z dziwnych sił, które wydają się podczas sesji działać w sposób szokujący. Z jakiegoś powodu klient toleruje sposób, w jaki Frank “mówi o tym, o czym się nie mówi”, jest opanowany, a nawet czuje się zaakceptowany i zweryfikowany przez to doświadczenie – tak jakby oglądał horror o swoim własnym życiu, wyświetlony przez szalonego filmowca i jakimś cudem to jest w porządku! Frank udaje rozdrażnienie, kiedy tak wiernie przedrzeźnia, wyszydza, parodiuje i odgrywa skutki tak śmiesznych głupot, jak poglądy klienta. Miażdży jego życiowe eufemizmy i robi z igły widły. Jak na ironię, im bardziej on angażuje się w problemy, tym bardziej klient się uspokaja! To zabawne, ale – jeszcze gorzej, zgadza się z Frankiem (to nieuniknione). Jakby tylko on rozumiał.

I co gorsza, te okropności wywołują dziwaczną dumę, że tylko on, tylko klient narobił takiego bałaganu w swoim życiu, bez większego wysiłku i bez niczyjej pomocy. Albo, jeżeli woli, to wcale nie była jego wina, tylko – słabych genów, albo zapchlonego kocyka w dzieciństwie, albo pogryzienia przez psa, albo tego, że się urodził nie w tych czasach… rozumiesz, o co chodzi. Frank wynosi winę i żal do życzliwej formy sztuki, w której terapeuta daje z siebie wszystko w tym na wpół sadystycznym ćwiczeniu! Nie oszczędza nikogo, jest aż nazbyt spostrzegawczy. Co gorsza, główny mąciciel i podżegacz w tym starciu wypuszcza w stronę “ofiary” coraz odważniejsze zapewnienia, że nic nie da się zrobić – że jest prawdopodobnie za późno… albo to będzie za trudne… albo zbyt wiele osób poczuje się zranionych, jeżeli się zmienisz. Frank rzuca wyzwanie, żeby ośmielić się zignorować profesjonalną poradę; terapeuci spędzają lata siedząc za biurkiem i czytając książki, chodząc na szkolenia i superwizje po to, żeby radzić sobie z szaleńcami – o, przepraszam, z klientami w niekorzystnym położeniu – i trzymać się programu!

Jak ty, klient, miałbyś sobie poradzić z takimi sygnałami? Pomińmy to, że klienci warsztatów Franka, ze swoimi licznymi ludzkimi błędami i własnymi problemami w relacjach, są wciąż wysoko wykwalifikowanymi profesjonalistami. I że w swojej pracy dostaje pieniądze za to, żeby do frustracji doprowadzać niewinnych cierpiętników i zachęcać ich do tego, żeby było jeszcze gorzej. Osłabia twoją słabość ukłuciami humoru, ale później robi coś dokładnie przeciwnego. Albo odwrotnie!

Zuryo shukko.

Przyjąć to, co do ciebie przychodzi i odejść.

Sesja jest najbardziej niezwykłą rzeczą w świecie Franka. Czas się zatrzymuje. Nie istnieje nic poza twarzą i słowami tego uśmiechniętego terapeuty (trafniej ten uśmiech oddaje amerykański idiom “shit-eating grin” – “złośliwy, chytry, ironiczny uśmieszek”). I poza słowami, intonacją, tonem głosu, opowieściami i dźwiękami. Zwłaszcza poza głosem, często pełnym ironii i wyższości, pobłażliwości i pseudo tolerancji dla zdezorientowanych “pomocników”. Od zmiennego jak kameleon terapeuty nie ma co oczekiwać pomocy czy sentymentalnego wsparcia, przeciwnie.

Kto wyjawia twój sekret, twoje prywatne myśli światu, a następnie mówi ci, jak skończy się tw

oja historia, zanim jeszcze doświadczysz rozczarowań na własnej skórze? Terapeuta, którego sam wybrałeś! Oszołomiony, zdajesz sobie sprawę, że ten człowiek naprawdę wie, ale wolałbyś, żeby nie wiedział. I czy musi to mówić? Nie jesteś całkiem gotowy na to nieuchronne działanie. {Klient, P: “Najpierw pomyślałem, że zmarnowałem pieniądze. Później zdałem sobie sprawę, że coś się zmieniło – tak, jakby Frank wszedł do mojego domu, porządnie go posprzątał i poprzestawiał meble dokładnie tak, jak lubię”}. Ale wtedy Frank zabiera się za twoją edukację, tam, gdzie wielu innych poddało się albo odpuściło. Szybko zaczynasz się zastanawiać, dlaczego te prawdy były przed tobą ukrywane.

Ostateczna zniewaga musi nadejść wtedy, kiedy ci spośród populacji klientów, którzy są psychicznie niestabilni, spotykają się z bestią Terapii Prowokatywnej; jakie to musi być uczucie, uświadomić sobie, że twój pomocnik wydaje się być bardziej cierpiący od ciebie, a twoje szalone myśli nie są aż tak złe, jak jego?

Jishi kusaki o oboezu.

Nie rozpoznaje zapachu własnych odchodów.

Naprawdę zdumiewające jest to, że ci klienci odrzucają szczodre i miłosierne propozycje Franka, żeby się poddać i zachować siły na Dom Opieki “Szumiące Sosny”. Większość woli zakwestionować mądrość jego dobrze uzasadnionych i trafnych rad. Tak naprawdę zaczynają rozmawiać o rzeczywistości i o dążeniu do poprawy! Zaskakująco niewdzięczne odrzucenie jego najszczerszej pomocy.

Po porządnej sesji wyśmiewania ich problemów, większości osób trudno jest zaakceptować fakt, że powinni albo poukładać sprawy w życiu, albo odrzucić wszelkie zmiany. Frank jednak wykorzysta nadarzającą się okazję i przypomni, że to byłoby najrozsądniejsze – zwłaszcza, że cała armia oczekujących terapeutów tygodniami musiałaby renegocjować swoje hipoteki, gdyby klienci uwierzyli w te szalone myśli, że wszystko z nimi w porządku! Mówi im, że ich przeszłość określa ich przyszłość i że jeżeli coś wygląda jak kaczka i kwacze jak kaczka, to lepiej jest pogodzić się z tym, że zawsze będzie kaczką (oczywiście klienci obmyślali warianty swojego problemu przez całe lata).

Obserwowanie Franka przy pracy i oglądanie, jak burzy negatywny system przekonań, to jak przyglądanie się radosnemu chłopcu, który niszczy zamek z piasku – tylko dlatego, że tam stoi! Terapia Prowokatywna może też przedstawiać chorego pacjenta jako kogoś z gigantycznym czyrakiem albo wrzodem – jego problemem – “gotowym do usunięcia”: podczas spotkania doktor Frank wyciska (i drażni) wypełnione ropą świństwo w gabinecie zabiegowym! To może nieźle zaboleć. Wyleczenie jest nieuniknione.

Siutte koszara ni okasu.

Wiedzieć, ale celowo przekraczać granice.

Drugą część sesji szkoleniowej warsztatów Terapii Prowokatywnej stanowi czas i przestrzeń, kiedy to Frank kończy 25-minutowy moduł terapeutyczny, siada z klientem i zbiera informacje zwrotne i od klienta, i od widowni. Klient pozostaje głęboko pogrążony w Prowokatywnym polu energetycznym (dumny i z poczuciem ulgi, że przetrwał tę walkę i odrobinę obronił swoją rzeczywistość), rozmyśla i przetwarza. W końcu nie jest pozostawiony bez pomocy, mimo że Frank może utrzymywać, że sytuacja jest “beznadziejna” i niewiele da się zrobić. To jego życie. Chociaż w Terapii Prowokatywnej nie ma świętości, to istnieje “święte miejsce” i to jest jego część. Otrzymuje potwierdzenie od innych osób z grupy po prostu wiedząc, że każdy przejrzał tę grę, ale tak się właśnie dzieje, kiedy siada się na tym krześle – czuć, że odwaga i szacunek do siebie samego wiszą w powietrzu. Okropne rzeczy też zostały potwierdzone! Nikt nie zginął. Za to wszyscy się pośmialiśmy.

To jest taka zażyłość, której nie czujemy zbyt często – i niełatwo byłoby nam komuś na tyle zaufać, żeby do niej dopuścić. Nieskończonym potokiem opowieści, aforyzmów, różnych historii z terapii, żartów, powiedzonek, odkryć naukowych wymyślanych na poczekaniu i w obsadzie aktorskiej wydobytej z bagien własnego id, Frank zalewa salę przydatnymi informacjami. Klient się odpręża; tak się dzieje, jeżeli nie jest akurat wielokrotnie i na nowo stymulowany, a jego problem wywoływany na jeden z setki subtelnych sposobów. Mistrz nadal udaje, że uderza i blokuje jeszcze długo po walce…. ale czy udaje? Podobno, kiedy odetniesz głowę grzechotnikowi, może cię jeszcze później odruchowo ukąsić – a jad wciąż będzie działał. “Później” oznacza godziny albo dni, a w kłach jeszcze po latach znajduje się śmiertelny jad. W pewnym sensie przypomina mi to sesję z Frankiem.

Gozu o anjite kusa o kisseshimu.

Przyciskając łeb wołu do ziemi, każe mu jeść trawę.

Klienci Franka (i każdy, kto go spotyka) ostatecznie kończą, funkcjonując stabilnie w ramach społecznych i kulturowych. Frank nigdy nie pozwoli im wyjść poza te ramy, ponieważ przekazują informacje i tak bardzo definiują ich wewnętrzny świat. W  Indiach podróżnicy będą musieli odpowiadać na setki bardzo osobistych pytań, które usłyszą od miejscowych – tam to normalne. Frank też jest Hindusem. Samo ujawnienie jakiegoś faktu – na przykład wieku – wystarczy, żeby klient (zwłaszcza kobieta) wywołał u Franka gąszcz negatywnych skojarzeń i pseudo-przygnębienia.

Klient może próbować wyjść poza ramy (na przykład poza brzemię bycia synem), powiedzieć sobie, że z nich wyszedł albo uwierzyć, że to się wydarzyło w przeszłości. Jego rola, na przykład “kozła ofiarnego” albo “wybrańca” i wszystkie związane z tym zobowiązania, wszystko to powraca w potwornej chwale, by straszyć podczas sesji. Całe lata znikają, kiedy dynamika i ograniczenia rodzinne powstają w umyśle klienta, wyolbrzymione i wzmocnione przez skrajnie życzliwego terapeutę. To ich “niedaleko pada jabłko od jabłoni”, jakby Frank miał z tym cokolwiek wspólnego! Może być jeszcze bardziej upiornie, niepowstrzymany Frank może przybrać rolę dowolnej ilości złych rodziców – myślę, że jego specjalnością jest trudny ojciec. Poradzenie sobie z tą projekcją, podczas gdy z wściekłością projektujesz na terapeutę (który też odpowiada projekcją), jak zauważyło wielu klientów, mocno osłabia opór. Wtedy może pojawić się spokojna, racjonalna porada, po której nagle nastąpi sugestia, że można ją odrzucić, jeżeli okazałoby się, że na wyzdrowienie trzeba poczekać… w końcu nie ma pośpiechu, żeby coś poprawiać… zmiany mogą być stresujące… może za rok albo dwa?

Za tę bardzo dezorientującą i profesjonalnie nieprofesjonalną (ale zazwyczaj właściwą, poprawną i realną) pomoc klient czasami dziękuje Frankowi. Może nie być pewien, czy to było łatwiejsze do przełknięcia, ale bardzo docenia testowanie rzeczywistości. Dla niektórych osób to jedyne testowanie rzeczywistości, jakiego doświadczyli w życiu od momentu kary za opóźnienie w podatkach. Mówią Frankowi, że ich rozumie, to w jaki sposób myślą, ale to nie zawsze jest przyjemne, kiedy tak rozgrzebuje zakamarki ich umysłu w poszukiwaniu śmieci. W końcu na pewno łatwiej jest poczuć ulgę odpuszczając problem niż zachęcając Franka, żeby (nadal) robił z tego jakąś wielką sprawę. Wszelkie “chciałbym”, “mam nadzieję”, “jeżeli” i “dlaczego” spowodują tylko to, że zacznie od nowa! Już lepiej jest usłyszeć, że wolno się uczysz niż cofnąć się do postawy z początku sesji, kiedy człowiek bardziej pewny jest swoich słabości (albo ich braku, w zależności od przypadku). Zaszła “znacząca zmiana”.

Kanji wa jari o kanasty shi

Notuj ao jari o nessatsu su

Zimno zabija cię zimnem,

Gorąco zabija cię gorącem.

W procesie badania podczas sesji tak wielu wyjątkowych błędów, potknięć, win i pomyłek klienta, Frank ma przerażająco dużo racji. Jest erudytą i człowiekiem renesansu, chociaż głęboko to ukrywa. Ma rację w kwestii znaczenia słów (szczególnie pod względem semantyki, epistemologii i filologii), w kwestii prostych szkolnych faktów (lata temu zapomnianych przez klientów), w kwestii skutków, jakie nasze zachowanie wywiera na innych, w kwestii tego, co motywuje małżonków, kim są przyjaciele i co naprawdę mieli na myśli filozofowie, egzystencjaliści i bibliści. Jest kopalnią informacji na temat obyczajów Ameryki Środkowej, a przy tym jest w pełni osadzony w slangu, dialekcie i żargonie swoich czasów (bycie tłumaczem Franka podczas jego wykładów na całym świecie musi być dość stresujące).

Ten zwykły człowiek wie również, co ludzie kryją w głębinach swoich serc. Sprawdza pogodę w krainie ich uczuć. Nikt nie jest w stanie obronić się przed tym arsenałem i sugestią: nie wiesz, co mówisz i nie wiesz, co robisz! Ale uparcie i na uroczy sposób jest też w błędzie, kiedy niezawodnie żartobliwie przepowiada klientowi, że będzie gorzej, że to dopiero początek końca, że może znieść tego znacznie więcej, nie powinien przejmować się problemem albo ogólnie, że powinien robić to samo, co robi od lat, nawet jeżeli to nie działa. Klient zaczyna czuć, że jego wypielęgnowana mapa świata  jest już w strzępach, ale po prostu nie może zgodzić się z defetystycznym myśleniem, takim jak Franka; zamiast “śmierci od tysiąca cięć” – zdrowie od tysiąca wymówek! Aleister Crowley powiedział, “Czyń swoją Wolę, niech będzie całym Prawem” (też miał swoje problemy), ale Frank mógłby powiedzieć klientowi, żeby w to uwierzył, bo – dla niego – alternatywa jest za trudna. Jak by ci się to podobało, gdybyś usłyszał od terapeuty, że powinieneś wpaść w głęboką depresję albo dużo pić, gdybyś miał za sobą życiowe niepowodzenia i jedyne czego byś potrzebował, to odrobina współczucia?

Koniku o eggutte kizu to nasu.

Rozgrzebać zdrowe ciało i zrobić ranę.

Klienci nabierają energii, spierają się i bronią pozytywnych wartości w swoim życiu, w które uparcie nie wierzy Frank albo które blokuje skąpymi pochwałami. To cudowne starcie, kiedy Jego Karygodność chytrze prosi o powtórzenie jakichś  samoafirmacji, tak jakby klient mówił w obcym języku. A pełne przekonania samopotwierdzenie może się spotkać ze zdecydowanym zaprzeczeniem ze strony Franka, ale kto by za nim nadążył! To jest sygnał dla naburmuszonego albo zranionego terapeuty, który wtedy cichutko mruczy, że tylko próbuje pomóc…. albo skarży się na to, że musi tak ciężko pracować… z takim słabym materiałem… zwłaszcza teraz, kiedy dobrze mu idzie. Czasami Frank stawia sprawę jasno, że “wtorek to jego dzień dobroci, i to nie jest dzisiaj”. Nie unika stosowania na sobie tej samej trudnej terapii i uprzejmy jest powiedzieć klientowi, że jego głowa nie jest już taka jak kiedyś, albo że “kiedyś ją miał, ale stracił „i że nie idzie mu tak dobrze w zabawie terapeutycznej ze wszystkimi tymi upierdliwymi klientami, którzy nie przyjmują żadnej rady… i że nie może nic poradzić na to, że nudzi mu się i robi się śpiący podczas sesji, w której nie zdarzy się nic prawdziwego ani rzeczywistego…. klientom trudno jest do tego przywyknąć, z natury są podejrzliwi.

Jedna rzecz jest pewna: klient nigdy nie zwycięża w tym rozmiękczającym starciu. Być może potrzebni nam terapeuci, którzy będą uspokajali klientów w naszej szalonej kulturze i systemie, którzy powiedzą im, żeby obniżyli swoje oczekiwania, bo gdyby Franka z jego psychicznym kung fu wypuścić na cały świat, to mogłoby to wywołać spory zamęt. Ludzie zaczęliby odpowiadać za rezultaty swojego zachowania, przestaliby się bawić w swoje ulubione odgrywanie ofiary i myśleć więcej o innych, no i lepiej by się bawili. Z tym nikt by sobie nie poradził! Ale odchodzę od tematu…

Obecna medykalizacja problemów społecznych wymaga całkowicie nowej kategorii dolegliwości: odmowa wyciągania wniosków z lekcji, jakie daje nam życie i przerzucanie na kogoś innego odpowiedzialności za nieuniknione konsekwencje. “Wypalenie” to jedna z odmian, tak samo jak “ludzkie gierki”. Terapia Prowokatywna to antidotum i lekarstwo na chorobę, o której ani ponury terapeuta, ani nieszczęśliwy klient nie wiedzą, że na nią cierpią: unikanie życia razem z jego prawdziwym bólem i radością. Mój kolega, Neil Phillips, po tym, jak po raz pierwszy zetknął się Terapią Prowokatywną Franka, powiedział: “Frank wyleczył krwawiącą dziurę w mojej duszy”.

Aiote aishirzsu,

Tomo ni kattatena o shirazu.

 

Spotykam go, ale nie wiem kim jest;

Rozmawiam z nim, ale nie znam jego imienia.

Wiele elementów najbardziej oryginalnych i skutecznych terapii można odnaleźć w Terapii Prowokatywnej, w której wykwalifikowani hipnoterapeuci dostrzegają  niuanse hipnozy, a entuzjaści N.L.P – strategiczne kompendium technik ciała i umysłu. Podążanie za klientem w drodze od jego sposobu postrzegania świata jest dopuszczalne, ale co z podążaniem za jego ciemną stroną? I z jej negatywnym przewartościowaniem? Przeniesienie i przeciw przeniesienie nabierają zupełnie nowego znaczenia, radykalnie odmienione przez jego szaleńczo rzeczywiste nauczanie. A jednak nie ograniczają go żadne z tych elementów, a on sam powstrzymuje się przed uznaniem ich, z wyjątkiem ogólnikowych aluzji.

Paradoksalne, lecz prawdziwe jest to, że jego interakcje, które wyglądają na tak inwazyjne, są w zasadzie nierozpoznawalne podczas sesji (dlatego też działają neutralizująco albo oczyszczająco); przypominają grecki chór, teatr kabuki albo doskonałe aktorstwo. Trudno jest odnieść się do niezbadanego przedmiotu, ale będziemy na niego reagować – w jego przypadku intensywnie. Młodziutcy terapeuci przejmują jego cechy i tonację w nieświadomym hołdzie dla jego wpływu, a zaprawieni w bojach weterani terapii woleliby o nim zapomnieć! Nie można zetknąć się z Terapią Prowokatywną i pozostać niewzruszonym.

Ten człowiek to chodząca biegunowość i mistrz dezorientacji w służbie demonstrowania nam, jak obudzić się ze snu (lub koszmaru) istnienia i zacząć żyć świadomie. Opowiada o koncepcji jakości życia. Wszystko jest takie, jak powinno, bo Frank jest fenomenem natury, inspirująco oryginalnym i nie można go wyjaśnić, tak samo jak żartu (sam powiedział, że “wyjaśnienie humoru jest jak sekcja żaby – wiele się nie nauczysz, a żaba tego nie przeżyje!”). Czy można oddzielić Franka od jego szalonego dziecka – Terapii Prowokatywnej? Niektóre z życiowych prawd nigdy nie zostaną ujawnione.

Mukuteki motomo fukigatashi.

Ryż w misce, woda w wiadrze.

Czy każdy może nauczyć się Terapii Prowokatywnej i umiejętnie stosować ją w życiu? Tak. Wszystko, czego potrzebujesz (poza szkoleniem) to siłą wewnętrzna, ugruntowanie, dobre granice i sympatia w stosunku do ludzi, ale też gotowość do odgrywania głupka. Bardzo przyda się również zdrowy rozsądek i doświadczenie życiowe. Można ją prowadzić na wiele sposobów, bo różne są sposoby istnienia (chociaż pewne dziwaczne poczucie humoru stanowi dużą zaletę i płaszczyznę porozumienia dla takich terapeutów).

To również bezpieczna przystań dla tych, którzy cierpią z powodu poczucia straty i samotności, ponieważ nasze człowieczeństwo – to, jacy jesteśmy – często jest balsamem i lekiem dla innych. Nasze problemy, klienci, przyjaciele, rodzina i nasze “życiowe lekcje” są naszym życiem – nie musimy ich zaniedbywać ani bagatelizować. Korzystaj z nich tak, jak Frank; lubi mawiać: “to, co jest najbardziej osobiste, jest najbardziej uniwersalne”. Tutaj, tak samo jak we wszystkich “prawdziwych” terapiach, doświadczasz głębi i tych poziomów znaczeń, które przekraczają zwyczajne zrozumienie.

Terapia Prowokatywna weszła mi w krew i życie po to, by stać się częścią mojej istoty. W starciu podczas sesji jest i osmoza, i chaos. To jak przyjście do domu, ale też uczenie się, jak wiązać buty i jak jeździć na rowerze; nigdy tego nie zapomnę. W ostatecznym rozrachunku możemy nie dowiedzieć się, która terapia jest najlepsza, ani nawet czy prowadzą ją terapeuci (zastanawiam się, czy Mozart nie zrobił więcej dobrego dla ludzi niż większość terapii), ale korzystając z Terapii Prowokatywnej bez wątpienia możemy powiedzieć, że jesteśmy na znacznie wyższym poziomie dezorientacji.

Kyu shisaru.

Być uciszonym; zostać zmuszonym do zaprzestania (mówienia). Nie kontynuować.

Sugestia, nieodłącznie związana z tym zwrotem jest taka, że osoba, która przestaje mówić, zgadza się albo zmuszona jest przyjąć to, co powiedział ktoś inny.

Frank, jesteś jedną z tych niewielu osób, które potrafią nieustannie zmieniać moje przekonania – nie dlatego, że masz rację (chociaż masz), ale dlatego, że teraz zdaję sobie sprawę z głębi mojej ignorancji, dzięki twoim długotrwałym wysiłkom, by przekonać mnie, że jestem głupi jak but; to swego rodzaju ulga w pewnych sprawach (co prowadzi mnie do poszukiwania ekspertów do pomocy w “sprawach wagi ciężkiej”). Dziękuję ci za prostowanie mnie przez te lata, za zajęcie się wtedy, kiedy mój zagubiony Tata zrezygnował i za pomaganie mi na takie sposoby, o których nawet nie myślałem, że ich potrzebuję. Za każdym razem, kiedy ignoruję twoje Prowokatywne prawo, robię to na własne ryzyko. Jak szybko godzimy się z rzeczywistością? Jeżeli akceptuję cię teraz poprzez __wygadanie_ tego wszystkiego, to cóż, dobrze! Uczył mnie ekspert. Wiem, że “buddyjskie nonsensy” nie zawsze cię inspirują, ale nie wszystko może być tak, jak chcesz! W hołdzie dla twoich irlandzko-katolickich korzeni przytaczam tę pouczającą opowieść Zen:

Zen w każdej chwili

Uczniowie Zen są przy swoich mistrzach przez co najmniej dziesięć lat, zanim ośmielą się nauczać innych. Mistrza Nan-in odwiedził Tenno, który po odbyciu stażu został nauczycielem. Dzień był akurat deszczowy, więc Tenno był w drewnianych chodakach i miał ze sobą parasolkę. Po powitaniu Nan-in zauważył: ‘Chyba zostawiłeś chodaki w przedsionku. Chciałbym wiedzieć, czy twoja parasolka jest po prawej, czy po lewej stronie drewniaków.

Tenno, zakłopotany, nie umiał od razu odpowiedzieć. Zdał sobie sprawę, że nie umiał być Zen w każdej chwili. Został uczniem Nan-in i studiował jeszcze przez sześć lat, żeby nauczyć się Zen w każdej chwili.

{Z: “Zen Flesh, Zen Bones”; Paul Reps

Penguin 1975}

Frank, twoi uczniowie są wdzięczni. W każdej chwili.

David Lake.

Sierpień, 1999, Copyright David Lake 1999.

 

 

  O AUTORZE ARTYKUŁU:

David Lake jest profesorem nauk społecznych oraz wybitnym profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego. Lake został uhonorowany jako prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Nauk Politycznych (2016-2017) i prezes Stowarzyszenia Studiów Międzynarodowych (2010-2011). Był także współredaktorem czasopisma International Organization (1997-2001) oraz przewodniczącym założycielem Międzynarodowego Towarzystwa Ekonomii Politycznej (2005-2012). W UCSD Lake pełnił funkcję dyrektora ds. badań stosunków międzynarodowych w Instytucie Globalnego Konfliktu i Współpracy (1992-1996 i 2000-2001), był przewodniczącym wydziału Nauk Politycznych (2000-2004), prodziekanem ds. Nauk Społecznych (2006- 2015), p.o. Dziekana Nauk Społecznych (2011-2012) oraz Dyrektora Centrum Badań Nauk Społecznych im. Jankelowicza (2013-2015). Laureat UCSD Chancellor’s Associates Edwards for Excellence in Graduate Education (2005) oraz Excellence in Research in Humanities and Social Sciences (2013), został wybrany do Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk w 2006 oraz był stypendystą Center for Advanced Studia z nauk behawioralnych w latach 2008-2009 

 

 

Odbierz ProvoTime

PROVOCARE

Provocare - instytut komunikacji prowokatywnej

ul. Esej 21/22,
01-923 Warszawa
NIP 8842467027

NR konta
81 1090 2369 0000 0001 0310 4811