Farrelly był dla mnie uzdrawiającym szokiem.

fragment książki: „Humor und Provokation in Beratung und Coaching.” Dr. Charlotte Tracht und Dr. Noni E. Höfner
Lumis: Noni, czy jest Pani szorstką osobą?

Höfner (śmiejąc się): Ja, szorstką osobą (śmiejąc się dalej)? Co to jest za śmieszne pytanie? Nie jestem szorstką osoba. I jeżeli uważa pan, to za warunek do pracy metodą prowokatywną, muszę zdecydowanie zaprzeczyć. Bez bezgranicznego szacunku do klienta w ogóle nie funkcjonuje styl prowokatywny.

Lumis: Czy istnieje zagrożenie, że klienci czują się jak ofiary?

Höfner: Nie, jeżeli ma się odpowiednią, pełną szacunku postawę. Na jednym seminarium w ostatni weekend moja „ofiara” – jeżeli chce pan tak ją nazwać – rzeczywiście okropnie się pociła, ponieważ bardzo szybko dotarliśmy do sedna problemu. Jednakże po sesji bardzo dziękował i podkreślał, jak mocno czuł, że jestem z życzliwością po jego stronie. To jest podstawą, bazą. I jeżeli coach lub terapeuta nie czuje życzliwości i nie komunikuje z życzliwością, absolutnie nie wolno stosować tej metody.

Lumis: Jak zapewnić taką życzliwość?

Höfner: Koncentrując się na rzeczach podobających się nam w kliencie. Na początek może to być wygląd np.: klient jest szczególnie ładnie ubrany, ma długie rzęsy lub dobrze wyczyszczone buty. Możemy odkryć coś przyjemnego w każdym człowieku. W mojej książce „To byłoby śmieszne („Das wäre doch gelacht“) opisuje sytuację, w której na pierwszy rzut oka w przychodzącym kliencie nic przyjemnego nie można zauważyć. Przykładowo typ o tłustych włosach, pachnący odrażająco ze wszystkich otworów ciała i resztkami jedzenia z ostatnich 14 dni na swetrze, uśmiechający się szeroko ustami z jednym zębem. Właściwe nastawienie masz wtedy, jak myślisz (mówisz zupełnie coś innego): „Ale ma wybitnie zdrowy ząb.”

Lumis: Czyli bez sympatii dla klienta nie działa podejście prowokatywne?

Höfner: Bez sympatii dla klienta „bezczelności”, czyli rzeczy, które bezwstydnie wyciąga się na powierzchnię i pokazuje klientowi, są złośliwe. Trzeba lubić klienta, powinien wzbudzać waszą sympatię i musicie wierzyć w jego nieograniczony potencjał. Pamiętajcie, że 90% komunikacji odbywa się drogą niewerbalną. Klient czuje od razu, jeżeli go nie szanujecie. Nie da się szacunku udawać. W wielu innych przypadkach można kwieciście mówić, a myśleć „Co to jest za głupiec”. Nie da się tak pracować metodą prowokatywną.

Lumis: Jak trafiła pani na styl prowokatywny.

Höfner: Doświadczyłam Franka Farrelly w 1985 na warsztatach i przeżyłam uzdrawiający szok. Chciałam w tym okresie właściwie skończyć z doradztwem i terapią, ponieważ było to niezwykle stresujące. Po studiach robiłam wszystkie rodzaje dodatkowych kursów, jak terapia dialogowa, NLP, hipnozę i inne rzeczy oraz prowadziłam mniej lub bardziej apatycznie terapię. Od pewnego czasu trwało mi to wszystko o wiele za długo i było zbyt regulowane. Studiowałam w latach 60-tych i mówiono nam, że nie możemy pracować w sposób eklektyczny. Jeżeli podjęło się decyzję o pracy wg określonej szkoły, to należy się tego trzymać. Wtedy w 1985 zobaczyłam Franka Farrelly, radośnie łamiącego wszystkie zasady, o których myślałam, że są święte. Jego klienci byli zgodni co do tego, że jeszcze nigdy nie czuli się tak bardzo zrozumiani. Wtedy postanowiłam, że jeżeli tak jest, chcę się tego nauczyć. Przyczepiłam się i prześladowałam Franka.

Lumis: Kiedy zaczęliście współpracę?

Höfner: Już po roku od naszego pierwszego spotkania organizowałam pierwsze szkolenia Franka w Niemczech, a wszystko nabrało wiatru w żagle w momencie powstania Instytutu w 1988 roku.

Lumis: W niektórych sesjach na youtube, Farelly robi wrażenie bardzo nieprzyzwoitego, szalenie maczo i o włochatych myślach. Istnieją pani zdaniem różnice kulturowe między coachingiem prowokatywnym w Ameryce i Niemczech?

Höfner: Nie powiedziałabym tego. Moim zdaniem, zależy to zawsze od użytkownika metody. Niektórzy twierdzą na przykład, że jedynie mężczyźni mogą pracować metodą prowokatywną. Ludzie, którzy prawdopodobnie odbierają Farrelly równie nieprzyzwoicie, jak pan. Moje badania wykazały, że kobiety od dziesięcioleci doskonale pracują metoda prowokatywną.

Lumis: Czyli styl prowokatywny może być stosowany przez każdego?

Höfner: Tak uważam. Widzi pan, styl prowokatywny jest mniej techniką, a bardziej postawą. Dla użytkownika jest ważne zrozumienie tej podstawowej zasady i próbowanie narzędzi, jakich uczymy na szkoleniach, w sposób umożliwiający indywidualne dopasowanie do osobowości. Farrelly byl jednym z najbardziej empatycznych i najcieplejszych terapeutów, jakich kiedykolwiek spotkałam. Jeżeli odbiera go pan, jako nieprzyzwoitego należy podkreślić, ze w pracy prowokatywnej nie używa się akademickiego lub politycznie poprawnego niemieckiego lub angielskiego. Mówi się w sposób, w jakim czujesz, ze myśli klient. Naturalnie brzmi to często bardziej wulgarnie niż język akademicki. Mówi się przykładowo pieprzyć się i tym podobne, bo nikt nie myśli odbywać stosunek seksualny.

Lumis: Istnieją cechy jakie muszę mieć, jako użytkownik, aby z sukcesem stosować tą metodę?

Höfner: Tak. Po pierwsze potrzebne jest poczucie humoru. Wychodzę z zalożenia, że każdy je posiada, niektórzy jedynie w swojej profesjonalności o tym zapomnieli. Poczucie humoru jest sercem tej formy terapii i doradztwa. Staramy się doprowadzić klienta do śmiechu z samego siebie, będącego najtrudniejsza forma śmiechu. Nie chodzi o wyśmiewanie się, a zawsze o wspólny śmiech z klientem z jego wlasnych blokad. Jeżeli to się uda, jesteś na drodze do sukcesu. Poczucie humoru także w sensie nie traktowania siebie, jako coacha lub terapeuty śmiertelnie poważnie i sztuki śmiania się z samego siebie. Ważna jest umiejętność widzenia absolutnego szaleństwa, które samemu się myśli, robi lub czuje. Jeżeli jako użytkownik uważam, ze zjadłam wszystkie rozumy, a klient jest głupi, to nie jestem odpowiednia osobą do pracy stylem prowokatywnym. Trzeba mieć wyluzowane podejście do siebie samego. Jest taki dowcip: Jaka jest różnica miedzy terapeutą a Bogiem? Różnica polega na tym, ze Bóg nie myśli, ze jest terapeuta. Jak sie opowiada ten dowcip wśród terapeutów i coachów, większość śmieje się ze znacznym opóźnieniem.

Lumis: Czy uważa pani, ze coaching prowokatywny jest raczej dla użytkowników będących ekstrawertykami i bardziej wygadanymi osobami?

Höfner: Coaching prowokatywny nie ma nic wspólnego z przypadkowym komentarzami. Ludzie wygadani, często nie są odpowiedni, ponieważ koncentrują się za bardzo na sobie. Najważniejszym punktem jest bycie w 100% przy kliencie i zrozumienie, jak on widzi świat i gdzie są w nim absurdy. Właśnie absurdy wyciąga się na światło dzienne i potęguje się ich absurdalność. Trzeba przy tym trafić w poczucie humoru klienta. Szkodliwe jest natomiast i prawdopodobnie doprowadzi do porażki, jeżeli coach się boi zrobić lub zapytać o określone rzeczy. Jeżeli myśli, „O Boże, o Boże, tego nie mogę powiedzieć”, ponieważ jest to niegrzeczne i niepoprawne politycznie. Klient wyczuje to natychmiast i przyszpili coacha w tym miejscu. Jeżeli coach nie jest pewien swego, klient natychmiast to wykorzysta i powie „O Boże, ale mnie teraz ciężko zraniłeś”. Wtedy coach się przestraszy, wycofa i nie ma odwagi pójść dalej. Zadaniem coacha jest wywołać opór klienta przed samookaleczeniem. Potrzeba do tego nieco odwagi i jako coach trzeba odrzucić własne ograniczenia.

Lumis: Pisze pani w swojej książce „Glauben Sie ja nicht, wer Sie sind“(„Nie wierz w to, kim jesteś”), że siłą napędową, utrzymującą symptomy przy życiu nie jest racjonalna, a emocjonalna energia….

Höfner (przerywa): Tylko, tylko energia emocjonalna. Aby cokolwiek zmienić, trzeba zmienić emocje. Oczywiście mogę to zrobić o wiele szybciej prowokatywnym stylem, niż apelując do rozsądku. Jeśli mogę z wielkim entuzjazmem insynuować klientowi, że jest całkowicie niezdolny lub za stary na zmiany, dużo trudniej mu się bronić przeciwko takim insynuacjom, niż kiedy zadawałabym mu jedynie pytania. W tej sytuacji musi natychmiast zająć stanowisko. Nasz mózg automatycznie działa w ten sposób. Jeśli insynuuję panu, że daje się pan co wieczór przywiązywać do łóżka i chłostać, będzie pan szybko próbował sprostować – chyba, że jest to rzeczywiście pana wieczorna rozrywka.

Lumis: Określa pani swoje podejście – Styl Prowokatywny (ProSt) i Prowokatywny System Pracy (ProSA) – jako rozwinięcie Terapii Prowokatywnej Franka Farelly. Na czym dokładnie polega postęp ?

Höfner: Terapia prowokatywna widziana była na początku tylko w wąskim kontekście zaburzeń klinicznych. Oznaczeniami Styl Prowokatywny (ProSt) i Prowokatywny System Pracy (ProSA) otworzyliśmy zakres użytkowania dla coachingu, superwizji, mediacji – krótko mówiąc, wszelkiego rodzaju doradztwa i komunikacji. Wyjaśniliśmy w ten sposób, że pracy metodą prowokatywną może się nauczyć każdy, co za czasów Franka było wielokrotnie kwestionowane. Rozwój polega również na tym, że staraliśmy się wykrystalizować poszczególne moduły aplikacji i opracować modele wyjaśniające – aby móc łatwo i zrozumiale przekazywać metodę. Dochodzi do tego również systematyczny aspekt podejścia tej metody. Nigdy nie został on nazwany przez Franka, ale jest stale obecny, ponieważ zmusza się klientów do oderwania wzroku od siebie i rozejrzenia się, co dzieje się z innymi ludźmi, jak się zachowuję w sposób, w jaki się zachowuję.

Lumis: Noni, wierzy pani, że każdy może się zmienić?

Höfner: Tak – niezależnie, jak poważne są objawy klienta, jak długo trwają zaburzenia i ile ma lat. Frank Farrelly powiedział piękne zdanie, „tak długo jak ciało jest ciepłe, można robić terapię.” Takie jest również moje zdanie. Nie robię również w procesie doradczym żadnej różnicy między coachingiem a terapią, ponieważ w obu przypadkach jest to kwestia, że ktoś jest zablokowany, utknął i sam nie może ruszyć z miejsca. Jeżeli bym nie wierzyła w potencjał klienta do rozwiązania jego problemu, nigdy nie pracowałabym metodą prowokatywną.

Lumis: Noni, pytanie na zakończenie. Napisała pani książkę pod tytułem „Nie wierz w to kim jesteś”(„Glauben Sie ja nicht, wer Sie sind.“) Kim jest Noni Höfner?

Höfner (śmieje się): Kim jest Noni Höfner? Co chce pan wiedzieć? Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Proszę się zapytać mojego męża, on szybciej panu odpowie.

Lumis: Ok, pytając dalej, co by odpowiedział pani mąż na to pytanie?

Höfner: O, dałby strasznie prowokatywną odpowiedź. Dlatego proszę się lepiej nie pytać. Jesteśmy małżeństwem od 45 lat – i to w rzeczy samej bardzo prowokatywnie (śmieje się). No dobrze powiem panu, jaki jest mój cel: chcę być w stanie reagować jak najbardziej elastycznie na wszelkiego rodzaju rzeczy i samej dać się jak najmniej przykuć obsesjom. Jeszcze daleko mi do osiągnięcia celu. Prawdopodobnie jak będę wjeżdżała do grobu, jeszcze ciągle nie osiągnę mojego celu. Ale piękne w podejściu prowokatywny jest to, że stale jesteśmy zanurzeni nosem we własnych obsesjach. Jest to ogromnie uzdrawiające. I jeżeli dopuszczamy zanurzenie i otwieramy się na doświadczenie, wtedy można coś z tym zrobić.

Lumis: Pani Höfner, jesteśmy wdzięczni za rozmowę i cieszymy się, na spotkanie w Akademii w Duesseldorfie we wrześniu.

Wywiad przeprowadził: Jan Martens.

PROVOCARE

Provocare

Szaserów 107A m.3
04-335 Warszawa

NR konta

IDEA Bank: 73195000012006631429470006
NIP: 527-131-66-57

Kontakt

JO: joanna@provocare.pl 535006846
NO: norbert@provocare.pl 602717171
X