Nie musisz prezentować żadnej postawy

Nie musisz prezentować żadnej postawy eksperta stosując Terapię Prowokatywną. Zanim poznałam Terapię Prowokatywną uczona byłam, że terapeuta nie powinien okazywać żadnych emocji i nie powinien się zbytnio poruszać. Tylko siedzieć i bardzo uważnie słuchać. Stosując Terapię Prowokatywną możesz robić bardzo różne rzeczy, które są spójne z Tobą, np. ruszać się albo być jak sfinks. Jeśli tylko to jest zgodne z Tobą – to możesz. Możesz dotykać klienta, natomiast jeśli nie lubisz dotykać lub być dotykanym wówczas nie rób też tego w sesji. Terapia Prowokatywna to nie zbiór technik czy narzędzi. Rób te rzeczy, które byś robiła w zetknięciu z dobrym przyjacielem, ale nie mówisz tak przyjacielsko np. „nie martw się znajdziesz go …”. Patrzysz nieco dalej, jakby za scenę na jakiej ona mogła utknąć i zaczynasz mówić w przerysowaniu o tych miejscach i przekonaniach, które mogły doprowadzić do tego, że utknęła. Jeśli się mylisz, to od razu masz reakcję od klienta. Podobnie jak reakcje dostaniesz, gdy idziesz w dobrą stronę. Nie musi być to nigdy jedna właściwą drama, droga. Klient robi coś zawsze z tym co mu podrzucasz. Terapia Prowokatywna jest jak kapsułka, która się rozpuszcza z czasem. Uczestniczka: To co z pozoru czasami wydaje się napompowane i wyolbrzymione nagle okazuje się częścią naszej rzeczywistości. I nawet jak czasami chcemy zaprzeczyć na to co słyszymy okazuje się, że nie możemy, bo to wciąż jest krzywe lustro uruchamiające proces tak u klienta jak i często u osób które patrzą na sesję.

Dlaczego akurat w tym kierunku … ?

Po prowokatywnej sesji poglądowej… Uczestniczka: Dlaczego akurat poszłaś w tym kierunku w interwencji prowokatywnej? Noni: Frank wiedząc że lubię koty. Czasami mawiał, że jest przynajmniej 9 sposobów by obedrzeć kota ze skóry. Więc kiedy zadajecie mi pytanie dlaczego szłam akurat w tym kierunku odpowiadam: właśnie dlatego. Bo właśnie ten sposób obdzierania przyszedł mi do głowy. Gdy jestem z klientem w procesie to nie idę na zasadzie najpierw robię A, potem B, potem C … albo dziś zacznę od K. Po prostu zdaję się na intuicję i obserwację, uważność i bycie w relacji.

Radzić sobie z zaskoczeniem

po pierwsze można przyjąć to jako lekcję jak się nie dziwić lub jak się niczemu nie dziwić, co potrafi wykreować ludzka głowa. A jeśli rzeczywiście jesteśmy zaskoczeni to czemu tego nie pokazać w przerysowaniu? To, co jest niesamowite w tej terapii to, to że można być naturalnym człowiekiem w niej. Nie masz się kryć za swoim profesjonalizmem w sesji. To bardzo odświeżające zarówno dla terapeuty jak i dla pacjenta. W procesie terapii macie przed sobą istotę ludzką i z zewnątrz, z dystansu widzicie więcej niż ona. Możecie lepiej, szybciej zobaczyć te miejsca gdzie ta osoba utknęła. I to właśnie winniście pokazać klientowi. Pokazać te miejsca w których utknął, gdzie może być problem. Bo gdyby klient wiedział gdzie utknął i gdzie ma problem wówczas by do was nie przyszedł. Tylko pokazać te miejsca poprzez przerysowanie, a nie wprost. To wszystko.

Perspektywa klienta a perspektywa widza w prowokatywnosci

Noni: Najczęściej profesjonaliści ucząc się Terapii Prowokatywnej boją się że skrzywdzą klienta. Czułaś się skrzywdzona przeze mnie?”- (pytanie Noni do klientki po sesji) Uczestniczka: „nie. Czułam, że w całości jest to rozmowa przyjacielska”, Noni: otóż to… to dla was jako widzów jest to czasami bardziej prowokacyjne niż prowokatywne. Dla klienta którego to dotyczy i któremu jest to poświęcone / dedykowane jest prowokatywne. Inaczej odczuwacie niż klient w procesie. Stąd też pojawiają się np. pytania dlaczego nie protestowałaś? Ja bym protestowała.

Historia pewnego początku …

Frank Farrelly rozwinął swoją metodę terapeutyczną w pracy z chorymi na schizofrenię. Miał z jednym z pacjentów z jakimi pracował Terapią Skoncentrowaną na Kliencie 90 sesję, ten klient zawsze na każdej sesji mówił ze jest brzydki, że nic mu się nie uda, że jest do niczego. Frank na 91 uznał, że nie ma sił już dalej tym modelem pracować. Postanowił się we wszystkim zgadzać z pacjentem mówiąc: „tak masz rację jesteś do niczego i nigdzie nie dojdziesz w swoim życiu”. I nagle klient ten powiedział: „to nie jest prawda. Mogę i to… i to… i to … i mogę jeszcze to …”. Więc to był taki początek i narodziny Terapii Prowokatywnej. Frank znalazł złoty środek. Terapia Prowokatywna to terapia tu i teraz. Biorę to co się pojawia i z miłością, humorem i przerysowaniem traktuję ograniczające przekonania mojego klienta aby mógł zobaczyć ich absurd. Ich a nie swój.

Prowokatywność to Metoda Rogeriańska tylko inaczej …

Uczestnik: „… Jak zapisywałam się na ten warsztat bałam się, że jest to bardzo w poprzek rodzeriańskiej i humanistycznej terapii, teraz widzę, że jest bardzo z nią połączony. To jest tylko zupełnie inny sposób dotarcia do klienta, ale wiara w jego możliwości jest ta sama. Dodam jedynie że według mnie w pracy powokatywnej ważne jest nastawienie i humor terapeuty / coacha.” Noni: Frak był uczniem Rogersa i pracował z nim. Rogers był też dodatkowo szefem Franka podczas dużego projektu terapeutycznego. Rogers poznał Terapię Prowokatywną, powiedział, że: „…gdybym był młodszy to bym poszedł w ten model, ale jestem już za stary. Widzę ze szacunek jaki masz do klienta jest 1:1 tak w mojej terapii, jak i w Twoim podejściu Frank”. Ja również szkoliłam się w terapii skoncentrowanej na pacjencie, ale jestem zbyt niecierpliwa… W terapii skoncentrowanej na klienta musisz czekać na klienta przez co oboje możecie bardzo się postarzać. W Terapii Prowokatywnej szybciej się trafia do sedna, czasami nawet ze strony z jakiej się nie spodziewasz ani ty ani pacjent. I to wytrąca go z jego fiksacji, z sytuacji gdzie przystanął, z jego schematu.
  • 1
  • 2

Odbierz ProvoTime

PROVOCARE

Provocare - instytut komunikacji prowokatywnej

ul. Esej 21/22,
01-923 Warszawa
NIP 8842467027

NR konta
81 1090 2369 0000 0001 0310 4811