Improwizacja i prowokatywność – refleksje

rozmowa z Oskarem Hamerskim

Oskar: Prowokatywność z tego co zobaczyłem i z tego co rozumiem jest takim tańcem szamańskim dla jednego widza. Jest takim spektaklem aktora dla jednego widza. Widz siedzi podczas niego jak zahipnotyzowany i doświadcza siebie, emocji, różnych myśli … to rodzaj niesamowitegoterapeutycznego, uwalniającego performansu tworzonego dla danej osoby.

Joanna: hym… metafora z szamańskim tańcem jest mi bliższa od spektaklu dla jednego widza.

Oskar: Rozumiem. Zostańmy więc przy metaforze tańca. Ważna jest tam struktura. Aby tak tańczyć należy znać strukturę tego tańca. 

Norbert: Z jednej strony znać strukturę tańca, a z drugiej mieć przekonanie, że ja umiem tańczyć. Z jednej strony mam świadomość techniki tańca, jego struktury, świadomość, że mam chęć i odwagę ruszać bioderkami…

Oskar: … i to można ćwiczyć…

Norbert: … a z drugiej, że ja umiejąc tańczyć nie będę tańczył break dance’a na pogrzebie. I to jest ta umiejętność która pozwala mając różne tańce w swoim zasobie to ja z mojego doświadczenia terapeutycznego i coachingowego czy innego pomocowego wiem które z przerysowań będzie dla danego człowieka i jego problemu ważne, a które najwłaściwsze.

Oskar: zgadza się, dlatego właśnie są tańce wojenne, przywołujące deszcz, dziękczynne itd. Każdy z nich ma inny cel i inną strukturę, inną melodię.

Joanna: Samo aktorstwo może być w nie których przypadkach zbyt małym zasobem w prowokatywności. Metafora jakiej użyłeś, że prowokatywność to coś w rodzaju szamańskiego tańca dla jednego widza jest czymś pięknym dla mnie i mocniejszym niż metafora spektaklu dla jednego widza. Spektakl może być po prostu odegraniem nawet mistrzowskim, ale odegraniem roli. Może być pozornym wejściem w kontakt z widzem dla jakiego grany jest show. Natomiast szaman mocniej moim zdaniem koncentruje się na całości osoby dla jakiej tańczy czy wróży, mocniej wchodzi w głąb mając świadomość tego że wchodzi …

Oskar: Spektakl w teatrze zawsze służy temu, aby widz doznał katharsis – oczyszczenia, jakiegoś rodzaju wglądu. Aby coś na niego spłynęło, aby się uwolnił od czegoś, aby zeszło z niego jakieś napięcie lub by poczuł własne emocje i innych, aby coś przeanalizował. Na tym polega od wieków funkcja teatru.

Joanna: zgadzam się z Tobą, dlatego też my czasami na naszych warsztatach czy wykładach pokazujących czym jest metoda mówimy o tym, że w jednym z fundamentów prowokatywności w okręgu humoru mieści się między innymi drama, improwizacja, teatr Witkacego i Grotowskiego. Teatr takich ludzi którzy tworzyli teatr nie tylko dla samego teatru ale by współistnieć… aby coś mocnego dać, wnieść w życie własne i widza.

Oskar: Wielu twórców traktowało i nadal traktuje teatr bardzo poważnie. Grotowski traktował teatr jako wehikuł, narzędzie zmiany społecznej i indywidualnej. W takim teatrze aktor musi być bardzo sprawnym przekaźnikiem ważnych tematów i energii. To jest ważne tak dla widza jak i dla samego aktora. To niejako aktora podnosi, unosi na wyższe poziomy duchowe i staje się przez to jakiegoś rodzaju szamanem czy czarownikiem czy też łącznikiem między tym co wysoko, a co nisko.

Joanna: tak!

Oskar: W Polsce wciąż bardzo żywa jest tradycja teatru zaangażowanego społecznie. Spektakle, które obecnie robi Monika Strzępka i Paweł Demirski. Spektakle Warlikowskiego, Mai Kleczewskiej, Jana Klaty odwołują się do tradycji Grotowskiego, Meyerholda, Brechta – twórców, którym zależało na zmianie świata.

Joanna: wierzę, ale wiesz… stosując metafory łatwiej jest dotrzeć do zwykłego człowieka, a nie tylko do znawcy teatru. Nazwiska są tylko dla wybranych, a metafory są łatwe dla wszystkich.

Oskar: Oczywiście. Powołuję się na nazwiska, żeby nie wyjść na gołosłownego. Wracając do tego w czym może się przydać teatr do terapii. Techniki aktorskie /improwizacyjne dostarczają narzędzi, które pozwalają aktora – przekaźnik oczyścić z brudu i syfu, po prostu ze wszystkich tych rzeczy, które go blokują , z tego całego cholesterolu, który zatyka żyły życia i zmniejsza przepustowość energii.

Norbert: Bardzo często, gdy ludzie po raz pierwszy zaczynają doświadczać własnej otwartości, poznawać i uczyć się własnej spontaniczności, kreatywności, improwizacji zaczynają mierzyć się de fakto z własnymi ograniczającymi przekonaniami, z własnymi demonami… zaczynają mówić i być bardziej we własnych światach, a mniej z klientem. O czym zresztą mówią otwarcie podczas omawiania ćwiczeń. Wyrzucają de facto własne śmieci dziwiąc się, że nie mają kontaktu z klientem. Możliwe że kluczem dla nas jest by nauczyć ludzi jak mogą radzić sobie z własnym śmietnikiem by móc być bardziej z klientem a nie z sobą w procesie.

Oskar: Odważenie się na spontaniczność w relacji z partnerem, klientem jest często na początku momentem wielkiego kryzysu. Okazuje się ile mamy blokad, że nie dorastamy do własnych wyobrażeń o sobie, że nie mamy kontaktu z partnerem, że nie potrafimy być uważni itd. Improwizacja głęboko analizuje tę sytuację i daje wiele ćwiczeń, które pomagają się z tym uporać.

Zauważyłem też, że w sesjach bardzo ważne jest aby terapeuta/coach uruchomił cały arsenał środków, czerpał z bagażu tego, co ma w sobie. I to nie chodzi tylko w kontekście pracy z jakimś konkretnym problemem ale całościowo. Mówiliście też zawsze, żeby pracować nad własnym, prawdziwym problemem.

Joanna: tak, bo na sztucznym nie wyjdzie.

Oskar: Ciekawe. Moim zdaniem jednak warto, zwrócić uwagę na to co się dzieje w człowieku, coachu, terapeucie, gdy poda mu się jakikolwiek inny sygnał, temat, czy problem. Jeśli proces polega na żywej reakcji na temat, to żywo reagować można na jakikolwiek bodziec. Ćwiczyć można zupełnie bezpiecznie na obrazach, które są tylko rzucone, są tylko hasłami z jakiekolwiek listy. Reagować na to, patrzeć jak się zmieniamy, co w nas się zmienia, jak sami ze sobą jesteśmy z tym tematem, jak reaguje na to nasze ciało, jak reagują nasze emocje pod wpływem różnych bodźców … chodzi o uruchomienie wrażliwości człowieka, rozćwiczenie w nim różnych możliwości i perspektyw, by mógł być otwarty i czerpać z różnych emocji, a nie być tylko zamkniętym do jednej.

Norbert: dla mnie mówisz o przynajmniej dwóch rzeczach: 1. Odnoszę się do tego dlaczego my prosimy o prawdziwy problem i do niego się odnosimy. Przy pracy prowokatywnej de facto jak pracujesz z kimś to bardzo często pierwszy problem jaki przychodzi to nie jest problem a twoją rolą jako coacha czy terapeuty jest dogrzebać się do tego prawdziwego. Natomiast jeśli ludzie wychodzą z problemem np. jestem nieśmiały a de facto nie czują by był to dla nich problem, nie czują go tak, to wówczas bardzo łatwo wejdą z Tobą w zabawę, grę.. wiec trudno jest zareagować

Joanna: wówczas łatwo jest pójść w sam komizm, żart czy flirt słowny

Norbert: jak Ty jesteś kimś kto dopiero uczy się tego modelu pracy to próbujesz, czarujesz z różnych stron, a druga strona wchodzi w to tylko jako w zabawę i na końcu jedna strona mówi ci że nic z tego nie wyszło, ty masz też takie poczucie i rzeczywiście nic się nie dzieje. Nie pojawiają się żadne emocje i można mieć poczucie że to wszystko jest do dupy.

Oskar: Jasne.

Norbert: druga rzecz nad jaką pracujemy na późniejszym etapie to de facto jest lepiej słuchać tego co ta osoba mówi i pracujesz z tym co jest Twoim wyobrażeniem, uruchamiając cały bagaż swoich doświadczeń by zaczepić te wszystkie tematy które Twoim zdaniem u tej osoby w tym co i jak mówi mogą gdzieś grać. Tylko na etapie gdzie wchodzisz dopiero w naukę trudno jest na starcie tak wiele na raz uruchamiać, dlatego prosimy osoby by na początku szczególnie poznawania prowokatywności pracowały na prawdziwych problemach. Aby na początku cały ten proces tańczenia trochę ograć. To o czym mówisz to jest już dalszy etap. Tak byś mógł się do czegoś dogrzebać… ważne więc jest aby te problemy na początku były prawdziwe aby osoba która ćwiczy zobaczyła „ojeju to naprawdę działa” i aby osoba która jest w danym ćwiczeniu klientem też mogła poczuć że „ojej to działa, zmienia się moja perspektywa, odczucia względem problemu”. Wówczas na prawdziwych problemach ten prób wejścia w metodę i ćwiczenie jest dużo prostszy. Natomiast na poziomie dalszym to o czym mówisz to cudowna rzecz. Bo te ćwiczenia jakie proponujesz mogą dać im wgląd i rozkwiczenie w tym jak poprzez własne emocje ta metoda mogę wywoływać i budować emocje, a także ćwiczyć umiejętność że nawet jak dostaję od klienta cokolwiek gdzie nie mam tego punktu zaczepienia tylko przez to co robię, jak robię, przez odrobinę tego że coś dotykam, na ile mogę mówić o emocjach a na ile poprzez całego siebie pokazać emocje. Jak zwiększyć szansę że jak dotknę jakiegoś tematu ważnego dla niego to przez moje zacowanie trudniej mu będzie udawać ze nic się dla niego nie stało. Dlatego też to o czym Ty mówisz to w uczeniu się prowokatywności to jest pewien etap dalszy w rozwijaniu tego

Oskar: Ale gdyby nie dotykać na początku tego procesu terapeutycznego, ale jednak skupić się na tym aby sam terapeuta znał arsenał, znał swoją elastyczność, gibkość, znał swoje możliwości, ufał swojej intuicji, żeby wiedział, że ma różne możliwości, żeby sobie ćwiczył je na zupełnie innych obszarach, niekoniecznie dla kogoś newralgicznych. To mogą być nawet bardzo proste ćwiczenia. Wydaje mi się, że w tym przypadku terapeuta/coach musi po prostu sprawdzić, które narzędzia najlepiej pasują do jego osobowości.

Norbert: w 100% się z Tobą zgadzam. W tym o czym mówisz widze tylko jeden dylemat. Absolutnie jestem za tym żeby człowiek mógł być efektywny w tej metodzie i ogólnie w relacjach z innymi musi mieć elastyczności szeroki wachlarz i znajomość siebie. Tylko teraz tak, kogo my mamy na Sali? Mamy coachów którzy chcą być efektywniejszymi coachami, terapeuci którzy szukają nowych sposobów wsparcia pacjenta i mamy zwykłych ludzi którzy chcą się rozwijać. Więc to co musimy zrobić na dzień dobry to zamocować to wszystko w metodzie i aby mogli dotknąć metody i zobaczyć ze to działa, powiedzieć o kurde to działa, tylko nie mam takiej jeszcze elastyczności jak bym chciał i jaka jest w niej potrzebna”. Wówczas możemy się odkleić od metody i pracować przez jakiś czas o tym o czym Ty opowiadasz nie dotykając kwestii problemów klientów.

Oskar: no tak, trzeba pamiętać dla kogo jest to robione.

Joanna: to jest raz, a dwa szczególnie terapeuci muszą poczuć i wiedzieć a także móc uargumentować że dany warsztat jest wartościowy pod kontem zawodowym ich.

PROVOCARE

Provocare

Instytut Komunikacji Prowokatywnej
H. Brodatego 20/2
58-100 Świdnica

NR konta

BZWBK: 61 1090 1694 0000 0001 3422 4366
NIP: 8842467027

Kontakt

JO: joanna@provocare.pl 535006846
NO: norbert@provocare.pl 602717171
%d bloggers like this: